Z balsamów przerzuciłam się na masła. W okresie jesienno-zimowym moja skóra potrzebuje jak największej ilości nawilżenia. Pracuję także niestety w niskiej temperaturze, więc bez dobrego kremu do twarzy i rąk ani rusz. Ale dzisiaj ma być o maśle, a konkretnie o maśle czekoladowym.
Jeszcze przed jego otwarciem zużyłam resztki mini wersji Superdrug Coconut & Shea Body Butter, zakupionej na potrzeby bagażu podręcznego. Do samolotu można zabierać tylko małe kosmetyki, jeszcze te płynne muszą być popakowane w woreczki plastikowe i chyba mieć nie więcej niż 100 ml. Musiałam lecieć do Polski na tydzień, więc zaopatrzyłam się w parę mini wersji, które potem zostały pootwierane, wywąchane, wylewane na jakieś śmieszne papierki przez pana celnika. Pretensji nie mam - bezpieczeństwo ponad wszystko:) O maśle z Superdrug powiem tylko tyle, że nie warto. Zapach nie zwala z nóg, tak gęste że ciężko się je rozprowadza i bardzo długo wchłania. Na szczęście musiałam się z nim męczyć tylko dwa razy - tak, na tyle starczył.
Dziś otworzyłam masełko zakupione w Polsce bodajże w Rossmanie. Jest to Odżywcze Masło do Ciała Spa Energy Intensywne Nawilżenie od Estetica. Konsystencja dużo lżejsza od tego z Superdrug co niestety nie znaczy że się lepiej wchłania - też musiałam się trochę namęczyć żeby je wklepać. Co do zapachu, no cóż, niby czekoladowy niby nie, na pewno nie tego się spodziewałam. Każda z nas na pewno zna jakiś produkt, którego zapach nieważne czy owocowy, czy właśnie czekoladowy sprawia, że... mamy ochotę go zjeść. Ja z tym masłem tak nie mam, mój ukochany stwierdził że pachnie on jak stary piernik. Takich odczuć też nie mam:) Mogę za to powiedzieć, że masełko jest bardzo wydajne, dobrze nawilża i po osiemnastu godzinach od użycia mam nadal gładką i miłą w dotyku skórę.
Na zdjęciach chwalę się także moją nową świeczką z Tk Maxx o zapachu gorącego kakao. Uwielbiam te świeczki, są prawie tak dobre jak te z Yankee. To moja kolejna niegroźna fascynacja;)

